Nasi piechurzy wykorzystując
„Nasi piechurzy, wykorzystując ofiarność baterii, zdobyli domki położone w pobliżu sanatorium, jednak sił im zabrakło, by posunąć się dalej. O zaciętości walk świadczą losy jednej z nacierających kompanii. Jej dowódca, porucznik Łukomski, został ciężko ranny. Dowództwo objął wówczas podporucznik rezerwy X, który niebawem padł zabity. Po pewnym czasie ogień ciężkich karabinów maszynowych i artylerii wybił więcej niż połowę składu kompanii. Na czele jej resztek stanął podchorąży Wilhelm Pokój, który trzymał strzelców w natarciu, zdobył nakazany przez dowódcę batalionu punkt terenu, a będąc ranny w ramię, pozostał w szeregu i dowodził dalej.
Zwróciłem pułkownikowi PrugarowiKetlingowi uwagę, że trzeba usystemizować natarcie i wgryzać się w teren stopniowo, wprowadzając do gry całą artylerię.
W moich oczach warunkiem wstępnym powodzenia było zdobycie „wzgórza czołgów", które ogniem bocznym nie tylko blokowało wylot szosy, lecz także utrudniało wysunięcie naprzód normalnej obserwacji artyleryjskiej. Trudność zadania polegała na tym, że umieszczenie gniazd oporu blisko szczytu stromego pagórka czyniło niemożliwym użycie dział lekkich i działek przeciwpancernych; zresztą przeciwnik był zupełnie ukryty w chaszczach. Niemcy ze „wzgórza czołgów" widzieli nas w pewnym wycinku terenu doskonale, my zaś wypatrzyć ich nie byliśmy w stanie, co w ogóle wykluczało zastosowanie z naszej strony ogni obserwowanych.“(1)