Strasznie chce mi się
„Strasznie chce mi się palić. Niemieckie papierosy i zapałki mam w teczce. Odpędzam jednak pokusę — tuż obok zbiorniki z paliwem, nie wolno igrać z ogniem. Wyciągam więc żelazną porcję alkoholu. Płaska, metalowa „półpiersiówka". Dwa, trzy łyki i błogie ciepło rozchodzi się po całym ciele. Prawdziwa whisky White Horse.
Próbuję pogadać z „Sarną", przekrzykując warkot silników. Rozmowa jednak się nie klei. Każdy z nas jest skupiony w sobie i zajęty własnymi myślami. Przymykam wreszcie powieki. Przed oczyma przesuwa się kolorowa taśma odległych i bliskich obrazów — wspomnień. Wprost nie do wiary, ile można przeżyć nawet wtedy, kiedy ma się za sobą dopiero dwadzieścia parę lat...
DOM RODZINNY
Kartka z rodowodu
Moja babka po kądzieli, Zofia z domu Lenczewska, była szlachcianką, córką właścicieli majątku ziemskiego pod Niemirowem. Za udział w powstaniu styczniowym zaborca skonfiskował wszystkie dobra rodzinne. Lenczewski zginął wówczas tragicznie, jego żonie natomiast, która była w odmiennym stanie i lada dzień oczekiwała rozwiązania, udało się zbiec w chłopskim przebraniu wraz z trzyletnią już wówczas Zosią i zaufanym, starym rezydentem. Zdążała do ciotecznego brata, kanonika przemyskiego Władysława Weissenbacha herbu de Bawół, ówczesnego proboszcza w Krzemienicy opodal Łańcuta. Nie dotarła jednak do celu. Z nagła bowiem zapadła na tyfus i musiała pozostać z Zosią w podmiejskiej gospodzie. Rezydent zaś, choć również już chory, dowlókł się na plebanię i tam stracił przytomność. Odzyskał ją po wielu dniach i wtedy dopiero mógł poinformować Weissenbacha o tragicznej sytuacji.“(4)
<<<< Do Huszczki Małej udałem
| - Od razu się pan domyśli >>>>